Thanks be to God!

Motherwell!? A gdzie to jest? Takie pytania słyszymy rozmawiając z przyjaciółmi, czy to w Polsce, czy w Szkocji. Tutaj, w tej małym mieście znanym z pierwszoligowego klubu piłkarskiego oraz wygasłych hut i kopalń, w mieście, które jest raczej przedmieściem Glasgow, nie wiedzieć czemu, osiedliła się duża grupa naszych rodaków. Zrządzeniem Opatrzności Bożej znalazł się również tutaj na wakacjach w lecie 2006 roku ksiądz katolicki (piszący te słowa).

„- Słuchaj w ostatnim czasie przyjechało sporo Polaków do Motherwell, może w czasie wolnym zorganizujesz Mszę powitalną dla swoich rodaków...” – powiedział do mnie Ks Stephen Miller przed wyjazdem na pielgrzymkę młodzieży do Lourdes.

Tak się wszystko zaczęło. Druk małych ulotek i wkładanie je za wycieraczki polskich samochodów na Forgwood, szukanie adresów polskich stron internetowych oraz po prostu zaczepianie przypadkowych ludzi na ulicy i wręczanie im ulotek. Pierwsza Msza Święta miała się odbyć 28 sierpnia o godz. 19.30. Zaproszony był miejscowy biskup. Po Mszy w pobliskiej St. Bride’s Hall różne szkockie organizacje przygotowały wieczór informacyjny. Wszystko dobrze, ale czy ktoś przyjdzie? Czy to nie będzie jakiś wielki niewypał? Katedra Our Lady of Good Aid jest duża, a zainteresowanie pozostaje wielką niewiadomą. Na pół godziny przed Mszą jeszcze nie ma nikogo, pojawiają się tylko pojedynczy Szkoci. Wygląda na to, że cały pomysł będzie wielką klapą. Potem jednak osoba po osobie zaczynają schodzić się kolejni wierni, coraz więcej i więcej! Kościół staje się coraz bardziej wypełniony! W momencie rozpoczęcia w katedrze było około 300 osób! Sukces! Biskup nie mógł uwierzyć swym oczom ilu to nowych katolików przybyło w przeciągu pół roku.

„-Ty musisz tutaj zostać razem z tymi ludźmi” – wydawało się, że zdaje się mówić i ksiądz biskup Devine, szkoccy księża będący na uroczystości oraz wierni. Nazajutrz wracałem ze swoich wakacji do Polski. Był to powrót zupełnie inny, bo w swoim plecaku wiozłem oficjalną prośbę księdza biskupa Devine’a do mego biskupa w Polsce z prośbą o duszpasterza Polaków. Po dostarczeniu listu do kurii szybko otrzymałem dekret o skierowaniu do pracy za granicą, 18 października byłem już spowrotem w Motherwell.

Tak to się wszystko zaczęło. Potem to już historia pierwszej zwyczajnej polskiej Mszy 4 listopada, scholki, grupy ministrantów i wielu innych przedsięwzięć, które dzięki wspaniałej grupie Polaków, udało się zrealizować. Scholka w naszym kościele kiedy zaczęła śpiewać wprowadziła nowy element życia, mam nadzieję, że to życie w Panu Jezusie będzie rozszerzane przez nowy pomysł naszych przyjaciół jakim jest
www.scholka.org .


Bogu niech będą dzięki!

 

Pomysł jasełek w naszej wspólnocie zrodził sie bardzo szybko. Przecież to doskonała tradycja do podtrzymania naszych polskich i katolickich tradycji. Chociaż był pomysł i dobra wola, trzeba było skompletować i aktorów i znaleźć osoby odpowiedzialne za to przedsięwzięcie. Osoby chętne szybko się znalazły. Reżyserowania podjeła się Mona, a na próby przychodziły chętne dzieci. Mimo problemów organizacyjnych, po przekładaniu daty premiery przedstawienie zostało wystawione 31 grudnia i wszystkim sie bardzo podobało. Nasze dzieci juz po kilku miesiącach działalności wspólnoty wniosły swój nieoceniony wkład w życie naszego Kościoła.

 

 

 

 

 

 

Pierwsze próby scalania naszej polskiej grupy, to Święta Bożego Narodzenia. Spontanicznie zrodził sie pomysł naszego wspólnotowego opłatka bezpośrednio przed Pasterką. Wieczór poprzedzający Mszę o północy jest przecież czasem oczekiwania często wypełniony oglądaniem telewizji lub półsnem.

W St Bride’s Hall o godzinie 22.30 zorganizowaliśmy opłatek. Na spotkanie przyszedł biskup Joseph Devine i ksiądz proboszcz Canon Carey, przyszła również spora grupa Polaków, którzy w tym jednym wyjątkowym wieczorze postanowili być razem. Życzeniom i przełamaniu się opłatkiem towarzyszyły stłumione łzy wzruszenia. Byliśmy razem.

Pasterka

Po spotkaniu opłatkowym przeszliśmy do katedry na pierwszą w historii naszej wspólnoty Pasterkę. Była ona odprawiana uroczyście i już z oprawą liturgiczną i muzyczną. Wszystkich jednak najbardziej wzruszyła kolęda „Był pastuszek bosy” w wykonaniu Czarka i Wanessy przepiękienie zaśpiewana po kazaniu. Wszyscy poczuliśmy, że chociaż jesteśmy na obczyźnie to jesteśmy odrobinę bliżej naszych rodzin w Polsce. Wszyscy stawaliśmy sie jedną, wielką rodziną.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Kościół to nie tylko miejsce modlitwy, ale też miejsce radości. Chcąc zrobić wszystko, by zachęcić najmłodszych wiernych do przychodzenia na Mszę zostało zorganizowane przyjście świętego Mikołaja. Dzięki życzliwości fabryki ciastek i herbatników Tanochside z Uddingston zdobyliśmy darmowe podarki, a jeden z członków wspólnoty wcielił się w Mikołaja. Msza jakby ożyła. Przybyło dzieci, rodziców - kościół stawał się coraz bardziej wypełniony wiernymi.

 

 

 

 

 

 

            Po przyjeździe do Szkocji 18 października trzeba było przystąpić do organizowania naszej wspólnoty. Trzeba było znaleźć świątynię, która pomieściłby tak wielką falę polskiej emigracji. Katedra wydawała się idealna. Duży przestronny i wygodny kościół położony mniej więcej centralnie pomiędzy innymi miastami Lanarkshire.

            Data pierwszej Mszy Świętej sprawowanej po polsku została wyznaczona na 4 listopada na godz. 17.00.

            Wszystko, jak na pierwszą Mszę wydawało sie być dopięte na ostatni guzik. Potrzebni jeszcze byli wierni. Na pierwszą Mszę przyszło dokładnie 84 osoby. Kościół świecił pustkami. Jeden tylko ksiądz Marian Łękawa z Glasgow powtarzał, że Słowo Bożo potrzebuje czasu. Zatem przyszłość naszej wspólnoty pozostawiłem Opatrzności Bożej i czasowi.

 
Pogoda
Wyszukane...
Przyjaciele są jak ciche anioły,
które podnoszą nas kiedy skrzydła zapomniały jak latać
Migawki
Zima w Szkocji 1.gif
Zaloguj się...



Online...
Naszą witrynę przegląda teraz 4 gości